Blog poświęcony rozwojowi osobistemu i planowaniu własnej kariery

Izabela Barton – Smoczyńska. Ekspert Brian Tracy International, z wykształcenia psycholog. Od 2000 roku specjalizuje się w psychologii stresu – poszukiwaniu strategii radzenia sobie ze stresem, konsekwencjach stresu traumatycznego. Ma doświadczenie w prowadzeniu interwencji kryzysowych w sytuacjach kryzysów zarówno w obszarze biznesowych relacji i konfliktów w firmach, jak i kryzysów osobistych. Z branżą szkoleniową związana od 1995 roku. Doświadczony trener i konsultant biznesowy. Coach ICC. Autorka publikacji traktujących o rozwoju osobistym menadżerów.

Anna Urbańska. Posiada tytuł Master NLP wydany przez Australijski Instytut Neurolingwistyki w Sydney. Od 8 lat prowadzi szkolenia i treningi dla największych korporacji w Polsce i Europie m.in. z zakresu technik sprzedaży, marketingu, motywacji i zarządzania.

Partner serwisu
Międzynarodowa Firma Doradczo-Szkoleniowa Brian Tracy International
Partner
środa, 03 lutego 2010
Matka - współczesne wyzwanie
Rozważania o miłości matki Ostatnie miesiące dużo mnie nauczyły. Wiele własnych obserwacji, rozważań, rozmowy z ludźmi, których opowieści powracały do jednego wątku - relacji z matką. I nie miało znaczenia czy osoba, z którą spotykam się to menadżer na kolejnej sesji coachingu czy prywatna osoba odczuwająca ciężar codzienności. Wieczny temat. Spróbuję spisać moje refleksje, choć to niemal karkołomne zadanie. To tak jakby odpowiedzieć na pytanie o to jakie cechy matki (miłości matki) są nieodzowne dziecku, aby mogło rozwijać się?
wtorek, 11 sierpnia 2009
Współczesna Karczma Rzym

Współczesna Karczma Rzym czyli o tym jak wpadliśmy we własne sidła

 

Obserwacje najazdów na sklepy przy okazji wyprzedaży i przygotowań do wakacyjnych wojaży zaprowadziło mnie (ku wielkiemu zaskoczeniu) do pewnej myśli klasyka literatury polskiej. Odnalazłam tam odpowiedź na pytanie „dlaczego?” mimo, że w czasach Mickiewicza bynajmniej konsumpcyjny styl życia jeszcze nie należał do powszechnych.

 

„Ale zemsta, choć leniwa,

Nagnała cię w nasze sieci;

Ta karczma Rzym się nazywa,

Kładę areszt na waszeci”.

 

Adam Mickiewicz, Pani Twardowska

 

Cytat ten opisuje pewien mechanizm, dzięki któremu jesteśmy w stanie dać się uwieść osobom czy rzeczom w konsekwencji płacąc najwyższą cenę. Refleksja pojawiają się często zbyt późno.

Ale do rzeczy. Najlepiej opowieść tą zacząć od dzieci – wdzięcznego przykładu powielanych po dorosłych zachowań.

Po pierwsze, pieniądze. Dzieci od najmłodszych lat lubią kupować. Sklepy oferują cały wachlarz różnorodnych, ciekawych i co ważne nowych rzeczy. Dziecko szybko uczy się, że atrakcyjną zabawkę można zabrać tylko pod warunkiem dokonania zamiany towar za pieniądz. W związku z tym dziecko dość szybko chce mieć pieniądze. Co prawda musi nauczyć się pewnej samokontroli, bo rodzice nie są w stanie sprostać każdej zachciance dziecka w danym momencie. Dziecko odracza więc swoje potrzeby i żyje w myślach ideą posiadania rzeczy.

Po drugie, zakupy. Dziecko jest zadowolone, gdy dostaje nową rzecz. Rodzice są zadowoleni, gdy ich dziecko jest szczęśliwe. Czują się dobrymi rodzicami. Bo spełniają potrzeby dziecka. We wczesnych latach wizyty sklepie ani nie wiążą się ze zbyt wygórowanymi potrzebami dziecka ani ze zbyt dramatycznym przebiegiem zakupów, za wyjątkiem dzieci preferujących scenki rodzaje Pt Ja chcę!. Dzieci szybko nabywają umiejętność naciągania rodziców na różne mniej lub bardziej potrzebne rzeczy. Między rodzicami i dziećmi wytwarza się pewna szczególna relacje. Dziecko posługując się mało wyrafinowanymi metodami manipuluje rodzicami w stylu „Jak mnie kochasz to mi kup” .. Rodzice kupują, aby dziecko „miało” , co dla nich ma oznaczać, że dziecko powinno czuć się kochane i ważne. Zabierają je do coraz bardziej atrakcyjnych miejsc, gdzie dziecko może dokonać mniej lub bardziej samodzielnego aktu wyboru: które zabawki, które książki, buty, komputer. Może czuć się ważne, docenione, dopieszczone, kochane. Może, ale najczęściej się nie czuje…

Dlaczego?

Dziecko odkrywa, że zamiast miłości, w imię której rodzice mieli kupować różne rzeczy, mają tylko rzeczy zastępujące miłość rodziców, mające świadczyć o rodzicielskiej miłości. Kupowanie jest surogatem miłości, obecności i relacji. Zakupione rzeczy nie są w stanie zaspokoić żadnej potrzeby, są tylko w stanie rozbudzić następne potrzeby i następne.

Popatrzmy na siebie, mamy o wiele więcej rzeczy niż potrzebujemy, w szafie wiszą ubrania, których nie jesteśmy w stanie zużyć, buty, których nie schodzimy. Przecież już małe dziecko ucieszy się zabawką, która odzyska po kilku tygodniach – nic nie stoi na przeszkodzie, aby zabawki dziecka podzielić na trzy części i wymieniać w ciągu miesiąca. Zabawki wiecznie nowe, choć nie kupowane. Ale rodzic potrzebuje kupić dziecku, aby poczuć własną wartość, sprawczość, aby zobaczyć jak dziecko uśmiecha się i mu dziękuje. To takie miłe dla serca i oka.

Niestety mechanizm ten wraz z wiekiem dziecka jest coraz mniej skuteczny, potrzeby dziecka stale wzrastają a możliwości finansowe rodziców niekoniecznie, na dodatek dziecko z coraz większym trudem komunikuje swoje zadowolenie, bo traktuje zachowania rodziców jako naturalną oczywistość. Z wdzięcznego czterolatka powoli powstaje roszczeniowy i wiecznie marudzący nastolatek. Natomiast rodzic z pławiącego się w blasku wspaniałego opiekuna przechodzi do pozycji sfrustrowanego i zagubionego dostarczyciela pieniędzy.

Po trzecie, błędne koło. Coraz mniej tematów do rozmowy, coraz mniej wspólnych doświadczeń więc coraz bardziej obcy sobie wędrujemy do supermarketu. Kupujemy swoją tożsamość, gdy stajemy się właścicielami samochodu marki Volvo, zegarka marki Tissot, spodni Levis itp. Nie możemy być no name.

Po czwarte, zakupy. Dziecko uczy się, że wartość człowieka mierzy się wartością posiadanych sprzętów. Chcąc więc przekonać się jak jest ważne dla rodzica żąda zabawek, ale Tych, a nie tamtych. Tyle ile na mnie wyda tyle znaczę. Początkowo cieszy, później staje się przekleństwem – tylko tyle dla niego znaczę… Coraz mnie trafione prezenty powodują, że dziecko w pewnym momencie zaczyna oczekiwać, że będzie dostawać pieniądze, aby móc zaplanować kolejne zakupy w sklepie. Zamiast rozmowy cioci czy taty z dzieckiem prosta procedura „pieniądze zamiast prezentu” co de facto oznacza „zakupy zamiast kontaktu”, „sklep zamiast rozmowy”. I tak konsumpcyjny styl życia powoduje, że pozbawiamy się tego, co prawdziwie karmi i zaspakaja na rzecz dużej ilości rzeczy, które mają krótki żywot i tylko zaostrzają nasz apetyt. Chcemy więcej.

Po piąte, przymus. Pieniądze tak samo jak i zakupione towary, są tylko zastępczą formą kontaktu. Zastępczą, a więc uruchamiają nigdy nie kończącą się spiralę potrzeb. Mam komputer wiec teraz uzupełniam go o konieczne elementy, potem zmieniam na lepszy, doskonalszy itp. Jak mam nowe buty to powinnam sobie kupić torebkę, płaszcz, szalik, a przynajmniej rękawiczki… I tak ciągle coś muszę sobie kupić. I zamiast kupuje, aby żyć żyję, aby kupować. Wydawać pieniądze, budować swoją tożsamość, dostarczać sobie przyjemności sprawcy, nagradzać się bądź karać.

Po szóste, media kreują kolejne potrzeby czy to kusząc nas nowym modnym czy nowoczesnym towarem. Aby być pełnowartościowym członkiem społeczeństwa muszę posiadać odpowiednie atrybuty pozycji społecznej. O wartości człowieka świadczy jego koszyk zakupów. Powiedz mi co kupujesz, a powiem ci kim jesteś.

Po siódme, praca. Aby mieć pieniądze trzeba pracować, aby mieć dużo pieniędzy trzeba mieć dobrą pracę. Dobrze płatna praca najczęściej wymaga zaangażowania, dyspozycyjności co powoduje, że coraz mniej czasu spędzamy w domu. Im mniej bywam z rodziną tym bardziej chcę im wynagrodzić swoją nieobecność więc kupuję im to, czego tak naprawdę nie potrzebują, ale ja czuję się dobrze i widzę ich zadowolenie. Jeżeli nie widzę to kupiłam nie to co potrzebowali.

Po siódme, dobre samopoczucie kupuje się w sklepie. Praca męczy więc trzeba czasem coś zrobić dla siebie. Najczęściej sprowadza się to do kupienia sobie czegoś, co ma poprawić nastrój, a to jakiś fajny bibelocik, gadżecik. Coś bez czego możesz się obejść. Jedziemy do sklepu.

Wszystkie drogi prowadzą zatem do …sklepu.

No przecież nie chcieliśmy się sprzedać więc jak to się stało, że aby poczuć się sobą musimy coś kupić?

 

 

 

wtorek, 30 czerwca 2009
ALE CHARAKTER czyli to, co najważniejsze

Koncentracja na tym, co najważniejsze – recepta na wychowanie mocnych charakterów

Słowo charakter obrosło wieloma nawykami i praktykami językowymi. Potocznie słowo „charakter” zastępuje pojęcie osobowości. A zatem można mieć różne charaktery czyli być różną osobą – tutaj wnioskujemy i opisujemy postawy człowieka wobec określonych spraw w jego życiu, wyznawanych wartości. W takim znaczeniu charakter pozwala nam wyróżniać charaktery najprościej mówiąc dobre i złe – dobre czyli te które są spójne z normami społecznymi i złe czyli te, które te normy łamią i negują. Mówimy też „ma charakter” co oznacza ten człowiek jest wyraźną i silną postacią. Taki skrót językowy nie oznacza, że człowiek określony hasłem „ma charakter” posiada coś, czego inni nie posiadają (każdy ma jakiś charakter). Skrót ten jednakże pokazuje jaka jest społeczna percepcja i ocena stylów i rodzajów charakteru – zwracamy uwagę na charaktery silne, na osoby, które potrafią wytrwać w realizacji zadaniu, które jest trudne, które pomimo przeciwności losu ujawniają wiarę w sukces, nie poddają się. Częściej widzimy i rozmawiamy, a wiec i wzmacniamy te zachowania, które związane są z obrazem „silnego charakteru”. Silny charakter często ma swoje podłoże w temperamencie czyli wrodzonym mechanizmie funkcjonowania. I tutaj zaobserwować można podobieństwo, bynajmniej nie ma więcej dzieci niskoreaktywnych, ale to właśnie te dzieci są częściej omawianymi przypadkami na zebraniach w przedszkolu czy szkole. Już u małych dzieci zauważamy skłonności do bycia osobami ruchliwymi, aktywnymi, cechującymi się szybkimi reakcjami umiłowaniem do dużej ilości różnorodnych zabaw. O tych dzieciach mówi się „żywe dzieci” albo „mają temperament”. Te, które są spokojniejsze, bardziej wyważone i ukierunkowane na mniejszą ilość stymulacji jakoś umykają naszej uwadze. Po prostu sprawiają mniej kłopotów, nie zmuszają nas do aktywności, nie wymagają specjalnego podejścia. I tak już od początku dzieci określane w psychologii jako „niskoreaktywne” skupiają na sobie więcej uwagi, często niestety „uwagi negatywnej” – słyszą więcej nakazów i zakazów, mają więcej kar itp. Sprawdzono nawet sposób wzniecania bijatyk w szkołach – otóż okazała się, że dzieci spokojniejsze też maja konflikty i też dochodzi do rękoczynów, ale te „żywe” przechodzą do rękoczynów szybciej i najczęściej w najmniej dogodnym momencie np. na przerwie wówczas gdy za ich plecami stoi nauczyciel. Te spokojniejsze jak się okazała wyczają na właściwy moment kiedy nie ma nauczyciela i wówczas dają upust swoim emocjom. Różnica nie leży więc w ilości negatywnie postrzeganych zachowań, ile w konsekwencjach. Te żywsze dzieci nie patrząc na sytuacje impulsywnie reagują, narażając się na negatywne oceny innych i co za tym idzie na negatywne oceny swojej osoby. Jednakże każda ocena jest także wzmocnieniem więc, w następnej tego typu sytuacji nasz impulsywny mały bohater zrobi dokładnie to samo, aby ostatecznie usłyszeć „ależ ty masz charakter”! Wpływ temperamentu na powstawanie osobowości (czyli potocznie mówiąc charakteru) jest znaczący – temperament  daje nam podwaliny, an których budujemy naszą osobowość. Najistotniejszym elementem jest oczywiście obraz własnej osoby, który tworzymy w oparciu o informacje płynące od innych. Jeżeli zatem nasz niskoreaktywny dzieciak ciągle będzie słyszał, że „jest agresywny”, „niedobry” takim się stanie. Warto zatem zastanowić się co mówimy naszym dzieciom i jak reagujemy na to, czego zmienić nie mogą, bo jest częścią biologicznego wyposażenia ich powstających osobowości. Jak to się mówi „każdy kij ma dwa końce” – siła reakcji na bodziec, niska u naszych żywych dzieci i wysoka u tych spokojnych, stanowi ich niewątpliwy zasób. Żywiołowość i impulsywność może zaowocować buntem i negacją wartości spokoju i mądrości, bo będą one zbyt nieosiągalne dla popędliwych i szybko reagujących chłopców. Może jednak prowadzić do kreatywności i wytrwałości w poszukiwaniu rozwiązania sytuacji trudnych – to właśnie oni będą mieli odwagę zaryzykować i zmienić to co innym wydawać się będzie stałe i niepodważalne. Natomiast spokój i powolne tempo działań może zaskutkować tendencją do nadmiernego kontrolowania otoczenia i tworzenia mało użytecznych procedur, jak i - odmiennie -doprowadzić może do pojawienia się myślenia analitycznego i strategicznego. Można użyć tutaj metafory siania i zbiorów - wiele zależy od tego jakie ziarno pada na jaki grunt.

 

Jednakże warto uświadomić sobie sprzeczność społecznych oczekiwań – np. chętnie widzimy w swoich dzieciach cechy takie elementy siły charakteru jak skuteczność, wytrwałość, samodzielność, spójność, ale już gdy ta sama samodzielność godzi w nasze interesy czy preferencje narzekamy na nią i nazywamy ją buntem, gdy chłopak nie chce się  poddać naszym argumentom nazywamy to uporem a nie wytrwałością. Warto, aby rodzice starali się zobaczyć to, co de facto świadczy o sile charakteru, predyspozycje, które nasze dziecko ma wrodzone i które warto rozwijać nadając im pozytywnie brzmiące przesłanie. Wówczas nasz obdarzony niską lub wysoką reaktywnością chłopiec wyrośnie na akceptującego siebie młodzieńca, wierzącego w swoje siły, otwartego na świat, stawiającego sobie wyzwania, ale i szanującego prawa i odmienności innych ludzi. Czy jest coś czego byśmy dla swojego dziecka pragnęli więcej?

Recepta na pozytywne przewartościowanie – zobaczyć to co najważniejsze

  1. POKAŻ CZEGO OCZEKUJESZ
    Gdy widzisz jakieś zachowanie, które jest destruktywne dla otoczenia lub dla samego dziecka, zastanów się, co chcesz uzyskać w zamian za nie. Nie ma sensu zakazywać robienia czegoś, warto wskazywać to co mogło by pojawić się zamiast negatywnych wzorców (np. zamiast nie kręć się na krześle, nie pyskuj, nie przerywaj itp.). Warto mówić powiedzieć, co chcesz uzyskać np. siedź spokojnie, bujać możesz się na huśtawce, ale nie na krześle, najpierw posłuchaj tego, co mam ci do powiedzenia, potem zapytam cię o Twoje zdanie, widzę, że jesteś bardzo rozgniewany itp.
  2. ZAUWAŻAJ TO, CO POZYTYWNE
    Możesz zmieniać ramę poprzez, którą interpretujesz dane zachowanie np. dziecko wykłóca się z dużą siłą o coś, ciebie to irytuje – zamiast powiedzieć np. „nie pyskuj”, „co ty tam wiesz”, „ale Ty jesteś uparty” itp. zastanów się co dobrego jest w tym zachowaniu i powiedz o tym np. widzę, że jesteś bardzo zaangażowany, widzę, że bardzo ci zależy na przekonaniu mnie itp.  Dlaczego? Bo łatwiej wzmocnić zmianę zachowań wówczas, gdy zachowanie to ma pozytywny wymiar – czyli wówczas gdy chwalimy niż gdy karcimy.
  3. ROZMAWIAJ O WARTOŚCIACH
    Pokazuj to co dziecko może uzyskać realizując jakieś cele. Co dzięki temu zyskasz chłopcze gdy będziesz miał sportowy motocykl, nową konsolę? Nie mów i nie pouczaj – pytaj o znaczenie danej rzeczy, sprawy dla Twojego dziecka. Czy jemu chodzi o szpan, o nowe umiejętności, o podziw w oczach innych czy pokonanie własnych lęków? Zamiast koncentrować się na domniemanych motywach, pobudzaj dziecko do zastanawiania się nad tym co chce uzyskać, pogłębiaj jego wiedzę na swój temat. Jego refleksyjność i wiedza na temat własnych motywów pozwoli mu w przyszłości być strategicznym dowódcą na polu własnego życia, a nie mięsem armatnim, które pójdzie ślepo w bój.

 

 

 

piątek, 12 czerwca 2009
Zdążyć przed innymi?

Sformułowanie „Wyścig Szczurów” jest nasycone emocjami, to niemal obelga.

Szczur jako termin opisujący człowieka niesie informację o obrzydliwości jego poczynań. Szczur – człowiek to ukierunkowany na robienie kariery bezwzględny i poświęcający wszystko człowiek – pracownik. Taki współczesny Faust. Rozmieniający się na drobne w poszukiwaniu coraz większych pieniędzy, bardziej zaszczytnych tytułów, większej władzy. Ile znamy takich przykładów? Mnóstwo. Sąsiad z naprzeciwka, przyjaciel z liceum, były szef – nota bene znowu awansował… Z pewnością do ich grona zaklasyfikowalibyśmy Magdę. To atrakcyjna 40-letnia kobieta, specjalista wysokiej rangi, sama decyduje z kim chce współpracować i czemu się poświęcać. Stale się doskonali, uczy i rozwija. Ma rodzinę, zdrowych dwóch synów, atrakcyjnego partnera, równie jak ona spełniającego się zawodowo. „Udało im się” mówią znajomi. Sensowna i dobrze płatna praca, ładny dom, własne luksusowe samochody, duża działka w zacisznym miejscu. Dzieci zadbane i szczęśliwe.

Zastanawiające, że w ocenie „szczurów” ulegamy pewnej tendencji. Sukcesy innych rozpatrujemy chętniej w kontekście bezwzględnej walki o sukcesy, natomiast własne sukcesy wiążemy z ciężką pracą, wysiłkiem i poczuciem zasłużenia na awans, premię, pochwałę. Oznacza to, że bylibyśmy skłonni własne sukcesy przypisywać zdolnościom i cechom osobistym, a sukcesy innych rozpatrywać jako efekt sytuacji (udało mu się) lub negatywnie ocenianych cech innego (kupił przychylność szefa). Czyżby określenie „wyścig szczurów” było stosowane jako sposób na poradzenie sobie z poczuciem własnej przegranej…

Magdzie przecież można pozazdrościć, z przyjemnością zobaczyć, że nie ma czasu na urządzanie kolejnych swoich urodzin, że szkoda jej czasu na żmudne wypiekanie piernika przed świętami i wspólne rodzinne lepienie bałwana. Stwierdzenie faktu, że jej dziecko do opiekunki mówi „mamo” myląc nie tyle mamę z inną osobą, co traktując słowo mama jako równoznacznik „tej, która ma dla mnie czas” pozwala lepiej poczuć się we własnym matkowaniu. Czy Magda jest złą osobą? Czy źle wybrała?

Rywalizacja i dążenie do stałego podnoszenia kwalifikacji i rozwoju zawodowego nie jest źródłem zła. Źródłem zła jest raczej fakt, że szybkość życia spowodowała automatyzm działań i ocen, współczesne osiągnięcia zawodowe są utożsamiane z oceną człowieka. Zawód stał się wizytówką, tytuł i stanowisko określeniem osobowości. Straciliśmy inne sposoby opisywania człowieka i rozumienia sensu jego życia. Przyjmuje jako oczywistość, że pewne cele SA wartościowe i sensowne i nie poddajemy tego żadnej weryfikacji. Zamiast decyzji o tym, kim jestem wypływającej z mojego rozumienia sensu życia jest ekonomiczna kalkulacja. Trzeba wysłać dzieci do dobrej szkoły, zainwestować w ich wychowanie i edukację, by kiedyś wygrali na rynku pracy. Nie zastanawiamy się jak zbudować w dziecku poczucie własnej wartości, przecież wiemy, po prostu musi mieć to, co czego potrzebuje – taki sam komputer jak inni, te same spodnie, co inni, przecież nie może czuć się gorszy?

Czteroletni Kacper, syn Magdy na pytanie o pieniądze odpowiada „Ja lubię być bogaty” i dodaje „Taki biedny, co nie ma pieniędzy i może kupić tylko jedną bułkę, to on zły jest”. W prosty, typowy dla dziecka sposób, wskazuje na preferowany styl życia – „mieć”. Dzieci naturalnie oceniają świat według posiadanych dóbr materialnych. Bardzo szybko uczą się rozróżniać lepsze ubranie od gorszego, różnicują lepsze i gorsze samochody wskazując na te droższe, które bardziej się im podobają. Bardziej też lubią ich właścicieli. O ile w przypadku dzieci jest to dość naturalna konsekwencja uproszczonego widzenia świata, w przypadku dorosłych jest to efekt zubożenia poznawczego i sztywności ocen. Niezdolność wyjścia poza stereotypy każe myśleć o sukcesach innych jak o swoich porażkach. Zasadniczym problemem jest trud szukania odpowiedzi na pytanie, po co Magda podjęła taki wybór i dlaczego tak żyje. Po co? Jaki jest sens jej życia? Nasza niezdolność do innej oceny jej zachowania i jej motywacji tak samo świadczy o tym, że ulegliśmy presji współczesnych czasów. Nie zastanawiamy się, po co ona po robi, bo sami mamy trudność z odszukaniem odpowiedzi na to pytanie. Robimy automatycznie to, co musimy i powinniśmy. Faust bez duszy za to z wiedzą i władzą.

„W środku mojego życia znalazłem się w lesie,

nie mam oczu , by widzieć ani dłoni, aby wymacać drogę.” (R. Duncan)

Magda mówi o zawiści znajomych, o martwych relacjach z przyjaciółmi, o pustce emocjonalnej i duchowej wokół siebie. Mówi „jestem dla nich kimś, kto ułatwi wejście do dobrej firmy, kto może pożyczyć pieniądze, kto może czegoś nauczyć. Nie mam z kim porozmawiać o swoim frustracjach, bo inni traktują to jak kokieterię. Zrobiłam karierę, więc jestem skazana na banicję społeczną. Nikogo nie interesuje o czym myślę, co czuję.” Dlaczego tak trudno nam jej współczuć? Widzieć w niej człowieka? Wyścig szczurów dopadł i nas? Nie mamy czasu, aby zastanowić się nad innym niż najprostsze wyjaśnieniem zachowania Magdy? Ktoś, kto nie uczestniczy w wyścigu szczurów byłby w stanie usłyszeć w głosie Magdy ambiwalencję, trud, który podjęła inwestując w poszukiwanie opiekunki, która zaopiekuje się dzieckiem niemal jak własnym. Cieszy się, że dziecko z chęcią zostaje z „ciocią” i rozwija się. Żałuje, że to nie ona zostaje i nie ona jest jedyną i najważniejszą osobą w życiu dziecka. Żyje z poczuciem trudnego wyboru. Rezygnuje z pracy, która wymagałaby wyjazdów, choć dawałaby większe pieniądze. Jednocześnie myśli o tym, aby dać dzieciom bezpieczeństwo i dąży do bycia niezależną od pracodawcy. Ale słyszy, że „przewróciło” jej się w głowie”… Gdy odmówiła bliskiej koleżance wsparcia jej w aplikacji na wysokie stanowisko usłyszała tylko zarzuty. Mimo, że mówiła o realnym braku kompetencji koleżanki i jej zasadzie bycia obiektywną w pracy. Koleżanka nie zrozumiała, że Magda ma określony system wartość i sam fakt znania i lubienia kogoś nie jest podstawą do pozytywnej oceny kompetencji. Koleżanka urażona nie odzywa się i opisuje w gronie znajomych zachowanie Magdy w najgorszym świetle, czemu inni ochoczo przyklaskują. Czy dążenie Magdy, aby podjąć decyzję o zatrudnieniu w oparciu o inne kryteria niż znajomość była zła? A może po prostu była trudna? Magdzie zależało na tym, aby pozostać w zgodzie w samym sobą.
Wyścig szczurów w dzisiejszym świecie to pogoń za władzą i wiedzą, kto szybciej i sprawniej oceni sytuację, podejmie właściwe decyzje i pokaże się w odpowiednim świetle. Każdy z nas ulega presji czasu. Coraz szybciej wygłaszamy opinie, oceniamy innych, podejmujemy decyzje. Szybciej, sprawniej oznacza dla nas z mniejszą ilością refleksji, dbałości o siebie, o obiektywizm. Coraz mniej refleksyjnie, coraz bardziej automatycznie.

"Człowiek, który zgubił swą osobowość, zdobywa pewnego rodzaju doskonałość, ułatwiającą mu zanurzenie się w światowym wirze działań i interesów, ba! może nawet zrobić karierę w świecie.

Nie ma żadnych zahamowań, żadnych trudności z sobą samym i z nieskończonością, wygładzony jest jak kamień w wodzie, wytarty jak szeląg przechodzący z rąk do rąk" (S. Kierkegaard „Choroba na śmierć”)

 

niedziela, 24 maja 2009
Tylko się nie denerwuj
Ile razy słyszeliśmy z ust nawet dość życzliwe nastawionego człowieka słowa „Tylko się nie denerwuj!". Niestety, zamiast kojącego jak balsam spokoju w duszy, pojawia się wówczas zdenerwowanie dość sprawnie podpełzające pod nasze gardło. Zaczyna się ściskanie w gardle, skurcz w brzuchu .... No i zaczyna się atak.

Dlaczego? Nasz umysł funkcjonuje dość automatycznie. Aby się NIE zdenerwować trzeba się najpierw ... zdenerwować. Podobnie, aby walczyć z manipulacją, trzeba wpierw poznać jej tajniki. Zatem będziemy się denerwować, bać, złościć w tych momentach, kiedy ktoś (lub nawet my sami) powtarzamy „Nie rób tego". Tymczasem preferowana społecznie taktyka „unikania" tego, co przykre prowadzi nas do ślepego automatyzmu, dzięki któremu robimy rzeczy, które chcemy zwalczyć.

Recepta jest prosta: powiedz o tym zachowaniu, które chcesz uzyskać, a nie o tym, które chcesz zmienić. Wyobraź sobie, że Twoje dziecko biegnie wprost pod samochód jadący ulicą, czy wówczas chcesz krzyknąć „Nie biegnij!" czy „Stój!". Można nazwać to programowaniem albo świadomym wykorzystywaniem tego, co jest naszym darem i naszą zdolnością - umysł wprowadza w życie te obrazy, które generuje.

Przypomina mi się w tym momencie zachowanie mojego znajomego, który ma tą tendencję, że nie lubi tego, co trudne i tego, co związane z negatywnymi emocjami. Gdy jest nawał i zawał wówczas myśli nad tym jak zmodyfikować zachowania i rozmawia o tym, co trudne. Przyjmuje wówczas optykę „musi być dobrze" i koncentruje się na unikaniu przykrości za wszelką cenę. Wielką zasługą jego jest to, że nie boi się rozmawiać o swoich emocjach, ma wgląd w różnorodność tego co emocjonalne, potrafi przyznać się do smutku, strachu czy zazdrości. Mówi o tym za co jest wdzięczny i co mu pomaga. Zachowuje w tym wdzięk dziecka i inteligencję dorosłego. Ma jednak jedną wadę - zapomina o całym bogactwie emocjonalnego świata gdy jest dobrze. Najmniejsza iskierka nadziei zmienia go z wrażliwego, emocjonalnie dość dojrzałego mężczyznę w zadaniowo nastawionego menadżera, który chce osiągnąć cel i nie toleruje w sobie żadnych przejawów emocji ( czytaj: słabości). I tak dzięki temu rozszczepianiu funkcjonuje od epizodu Wielkiego Dramatu do następnego epizodu. Ci, co poznają go w chwilach „dołków" widzą go jako sprawnego i rozwiniętego pod względem inteligencji emocjonalnej człowieka, ci, co doświadczają kontaktów z nim raczej w momentach bessy traktują go jak Belbinowskiego Shapera - prze do przodu, myśli do zadaniu i widzi tylko i wyłącznie sukcesy. Zastanawia mnie oczywiście, jak żyje w relacjach z najbliższymi. Którą twarz jego widzą? Czy, aby mógł być wrażliwym i słuchającym partnerem, mężem, ojcem, musi zdarzyć się coś szczególnego w jego rodzinie czy potrafi być takim „bez powodu"?

Jego zachowanie jest dla mnie jednocześnie przykładem możliwości wcielania w życie świadomej i odpowiedzialnej postawy osoby pozostającej w kontakcie z emocjami, jak i zaprzeczania tejże postawy. Ciekawe, że sytuacje dramatyczne pokazują niczym w lustrze niebywałą zdolność tego człowieka do elastyczności i tolerowania tego, co wielu z nas wpędziło by w kryzys, w sposób konstruktywny. A chwile dobre wyjaławiają go z tych umiejętności... Czyżby jego rozwój był dla kogoś zagrożeniem?

Zastanawiam się nad mechanizmem rozwoju tego człowieka. On musi walczyć z przeciwnościami losu, wówczas jego naturalne zdolności pozwalają mu stawać się w pełni Osobą wrażliwą i zdolną do zmian i rozwoju. Sytuacje pokoju stopują go, zamieniając te chwile w okres stagnacji i powrotu do jakiegoś bardzo pierwotnego stylu funkcjonowania.

Zresztą podobnie jak i gros menadżerów , których spotykam na swojej drodze zawodowej - gdy jest kryzys ujawniają niezmierzone pokłady wiedzy i zdolności, o jakich nawet nie była bym skłonna marzyć w kategoriach celów do osiągnięcia. Natomiast czas bessy ich ogłusza i zniewala niczym śpiew syren.

Dwa różne style funkcjonowania bez jakiejkolwiek dialogu. Dwa światy, tak obce, a przecież istniejące dzięki jednej osobie.

Co można zrobić, aby zaistniał dialog między nimi.

Porozmawiać z innymi, którzy nas obserwują, a zwłaszcza tymi, których nie lubimy, dystansujemy się od nich. Zobaczyć siebie w ich oczach, nie kwestionując od razu tego, co mają nam do powiedzenia. W ich doświadczeniu naszej osoby możemy znaleźć to, co dla nich jest tak oczywiście a dla nas będzie totalną nowością.

Tylko pamiętaj „Nie denerwuj się" ;-)

czyli „Posłuchaj i rozważ spokojnie ich słowa...."

 

 

wtorek, 12 maja 2009
Opowieść o stresie nr 2 czyli wiedza i władza Wiernych i Przywiązanych
Każda sytuacja, w której jesteśmy musimy być przez nas zinterpretowana, musimy widzieć w niej jakiś sens. Stres, a zwłaszcza kryzysy, traumatyczne zdarzenia, trudne sytuacje te życiowe i te zawodowe, stawiają nas przed niebagatelnym zadaniem. Znaleźć sens w tym, co pozornie bezsensowne. Zrozumieć dlaczego istnieją choroby, po co tracimy bliską osobę, jaką wartość może mieć utrata pracy, bieda. Im bardziej sytuacja kwestionuje nasze wyjściowe przekonania na temat siebie i świata, tym trudniej nam usensownić owo zdarzenie. Kryzysowa sytuacja zmusza nas bowiem do zmiany przekonań, czasem nawet filozofii życiowej, a to nie jest łatwe. Okazuje się, że zwyciężają ci, którzy mają wysokie poczucie sensowności tzn. są przekonani, że to, co się dzieje, musi mieć jakiś sens. Być może w danej chwili nie potrafią zwerbalizować sensu zdarzenia, ale nie powątpiewają w to, że życie nadal ma sens i że ich życie jest potrzebne, a oni sami wartościowi. Owszem cierpią, boleją, ale nie zmieniają wiary w podstawowe wartości i sens życia jako takiego.
Przypomina mi się w tym momencie rozróżnienie między przywiązaniem a wiernością. Przywiązanie czyli taki stan bycia w związku z innym człowiekiem, w którym osoba drugiego jest źródłem wzmocnienia i zaspokojenia moich potrzeb. Taki związek to symbioza, druga osoba nie może mnie opuścić, bo mój świat rozpadnie się. „Nie, nie możesz teraz odejść /Jestem rozpalonym lodem /Zrobię wszystko, tylko bądź /Bądź, zostań jeszcze chwilę, moment /Płonę, płonę, płonę, płonę... /Zimnym ogniem czarnych słońc" śpiewała Hanna Banaszak. Ten piękny tekst Jonasza Kofty oddaje tragedię bycia i nie bycia dwojga przywiązanych do siebie istot. Wspólnota więzi, a rozstanie boli. Bo drugi człowiek jest potrzebny, abym czuła swoją kobiecość, swoją radość, swoją kreatywność. Zresztą nie tylko w damsko -męskim świecie istnieje taki model relacji. W grach biznesowych można zaobserwować mnogość relacji między menedżerem a pracownikami, w których to pracownicy potrzebni są menadżerowi, aby on czuł własną władzę, kompetencję, skuteczność i słuszność. Kłopot polega na tym, że nie jest możliwe bycie w jakiejkolwiek innej relacji - tylko u mnie pracownik może odnosić sukcesy, tylko mnie może chwalić, tylko mnie musi słuchać, tylko ja muszę mieć rację itp. Relacja między menedżerem i pracownikiem nie jest partnerska , jest sprowadzona do wymiany głasków utrzymujących określone status quo. Pracownik nie jest osobą - partnerem i autorem sytuacji, w której jesteśmy. Jest narzędziem do zaspokojenia własnych potrzeb i zrealizowania własnych celów.
Ludzie ci, nazwijmy ich Przywiązani, są smutni i skoncentrowani na kontrolowaniu i przewidywaniu ruchów i kroków osób, od których de facto zależą. Pracownik ma monitorowaną pocztę, godziny pracy, kontakty z innymi pracownikami. Każde ze skądinąd skutecznych narzędzi menadżerskich służy tylko temu, aby uzależnić od siebie pracownika, aby go skontrolować, bo jest źródłem pożądanych wzmocnień.
Może też być inaczej - mamy także model Wierności, a dokładnie mówiąc (czy nawet pisząc) wierności sobie. W tym świecie każda istota istnieje osobno, jest pełnowartościową i zupełnie niezależną istotą, z prawami do własnych opinii, uczuć, sądów i potrzeb. Bycie razem to wymiana, która rozwija każdego. Kobieta i mężczyzna kwitną i stają się dla siebie inspiracją do pokonywania barier i poznawania nowych światów (w sobie i w drugiej osobie). A jak jest w biznesie - równie inspirująco. Menadżer zamiast obawy, że przekazywana wiedza spowoduje wzrost skuteczności rywalów i eskalację zagrożenia wkoło niego, ujawnia chęć dzielenia się wiedzą. Wie, że ta sama wiedza z perspektywy innego człowieka, wzbogacona jego własnymi doświadczeniami i kompetencjami będzie odmienna od jego własnej i że do niego wróci pod postacią szacunku, rozwoju własnego, rozwoju organizacji. Pytają o zdanie, stwarzają warunki do rozwoju, inspirują wyznaczając cele d osiągnięcia, uprawiają championing. Przywiązani powiedzą „naiwniak". Wierni będą wierni sobie - swoim ideałom i wartościom. W końcu każdy człowiek jest uosobieniem wartości i ich najcenniejszym nosicielem. Każdy kontakt, każda relacja wzbogaca. Także ta w kryzysie, nawet ta wzbogaca najpełniej... Rozstanie, zmiana pracy, choroba - wszystko to przynosi nową wiedzę, doświadczenie.
Wkroczył teraz na arenę działań menadżerów model dzielenia się wiedzą w organizacjach, pielęgnuje się i uczy się menadżerów technik kreatywności, aby wspierali innowacyjność i sprzyjali przedsiębiorczości na różnych szczeblach organizacji. Jednak Przywiązani widzą w tym zagrożenie - największa ilość szkoleń nie zmieni ich nastawienia, dopóki sami siebie nie zapytają dlaczego tak sądzą, skąd w nich takie przekonanie, że „świat jest niebezpieczny", a „ludzi trzeba kontrolować", dlaczego zagrożeniem jest dla nich to, co ludzie myślą a czego nie wiem? Dlaczego tak trudno odpuścić im kontrolowanie? Jeżeli nie zrozumieją, że najbardziej trzymają otwarte ramiona, zaufanie i wzbudzanie samodzielności nigdy nie będą mieli kreatywnego zespołu, partnerskich relacji z innymi i zaufania w zespole.
Jeżeli nic nie zmienisz w sposobie robienia tego, co robisz, będzie miał ciągle te same wyniki. Inni będą ciągle tacy jakimi chcesz ich zobaczyć. Będziesz mógł doświadczać tylko tego, co sam już wiesz i sprawdziłeś. Niemal tak jak w sławetna wypowiedź w Rejsie "Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu...No...To... Poprzez...Reminiscencje. Na jakże może mi się podobać piosenka, którą pierwszy raz słyszę?". W Rejsie nas to śmieszy....
Na koniec cytat Andrzeja Kępińskiego „Osobowość partnerów polaryzuje się w kierunku wzajemnie się uzupełniającym." A zatem nic nam nie zagraża - zaryzykujesz?
wtorek, 05 maja 2009
Opowieść o stresie nr 1 czyli (Nie?) Bój się!
Kryzys. Stres. Jak wyjść z kryzysu? Jak się nie dać stresowi? Wokół same recepty na oswojenie widma kryzysu, przetrwanie burzy. Na przekór tym współczesnym wizjom „nie dania się" zacznę od właśnie od apoteozy burzy.
czwartek, 26 lutego 2009
Eliminacja stresu i napięcia

Niski poziom stresu jest kluczem do doskonałego funkcjonowania. To umysł sprawia, że choruje ciało.

Stres jest ciężką dolegliwością naszych czasów i jest spowodowany nasza reakcją na zewnętrzne bodźce; chodzi o naszą interpretację zdarzeń.

Stresujesz się? To wszystko pochodzi z zewnątrz Ciebie!

Wszelki stres osłabia układ odpornościowy i wystawia Cię na infekcje, grypę, choroby serca.

Aby poradzić sobie ze stresem stosuj prawo zastąpienia – staraj się interpretować sprawy pozytywnie na swoją korzyść – eliminuj wyrażanie negatywnych emocji!

-                Postanów, że będziesz tryskał pozytywną energią – bo to , co wyrażasz, zawsze oddziałuje na Ciebie samego.

Jak możesz zostać własnym psychoterapeutą? Jak możesz zachować pozytywną postawę i równowagę? Naucz się głównej zasady:

  • Wiedza o sobie – im więcej wiesz o sobie, tym więcej się rozumiesz, a im więcej się rozumiesz, tym więcej się lubisz i masz wyższe poczucie własnej wartości

7 przyczyn negatywnych emocji, które wywołują stres:

  • Zmęczenie – dużo odpoczywaj, śpij 7-8 godz. dziennie., dbaj o energię, ćwicz, dobrze się odżywiaj

  • Brak sensu i celu w życiu – zaangażuj się w jakieś pewne sprawy, wyznacz sobie jasne cele i stwórz plany

  • Niedokończone działanie – postanawiaj zakończyć sprawy, nie ustawaj – aż zakończysz

  • Lęk przed porażką – konfrontuj się z własnym lękiem, wypracuj nawyk odwagi – zadaj sobie pytanie, jaki najgorszy skutek może przynieść ta sytuacja – zobaczysz, że wcale nie będzie tak źle.

  • Lęk przed odrzuceniem

  • Gniew – wynika często z zawiedzionych oczekiwań, niweluj gniewne reakcje – wytłumacz sobie odpowiednie sytuacje w odpowiedni sposób, a osoby, które Cię drażnią – tłumacz je sobie, współczuj im i wybaczaj

Jedyne, co możesz kontrolować to Twoja reakcja. Mów do siebie pozytywnie – LUBIE SIEBIE! I pamiętaj, że niski poziom stresu to dobre życie.

10:12, concret_a.urbanska
Link Dodaj komentarz »
Tworzenie osobowości człowieka sukcesu

Jeśli będziesz umiejętnie postępował z ludźmi – to osiągniesz sukces.

O sukcesie decyduje Twoja osobowość. Pozytywni ludzie są zawsze dobrze odbierani.

Im bardziej się angażujesz w relacje z ludźmi, tym jesteś zdrowszy.

IM LEPSZE BĘDĄ TWOJE RELACJE Z LUDŹMI, TYM LEPSZE BĘDZIE TWOJE ŻYCIE!

Osobowość można zmierzyć na 4 sposoby:

-                Pozytywnie reaguj na stres i nieprzyjemne sytuacje

-                Szukaj dobrych rzeczy w każdej sytuacji

-                Wybaczaj ludziom

-                Umiejętnie współżyj z różnymi typami ludzi

Ø  Ty sam przyciągasz do siebie określonych ludzi. Zawsze oczekuj od innych najlepszego.

Ø  Kiedy zmienisz się jako osoba, inni zmienią się, odzwierciedlając Twój wewnętrzny świat.

Ø  Im bardziej siebie lubisz i szanujesz, tym lepiej układa Ci się z innymi ludźmi

Ø  Jeśli Ty interesujesz się innymi, ludzie zaczną interesować się Tobą.

Ø  Chcesz mieć przyjaciela? Bądź przyjacielem!

Mów ludziom coś miłego, zwiększaj ich poczucie wartości, spraw by poczuli się wyjątkowo. Spraw, by ludzie poczuli się ważni:

-                Nigdy nie narzekaj, nie potępiaj i nie krytykuj.

-                Bądź miły, unikaj kłótni, nie stawiaj oporu.

-                Akceptuj, nie oceniaj, uśmiechaj się

-                Doceniaj – wypracuj u siebie postawę wdzięczności, dziękuj za wszystko, przy każdej okazji

-                Pochwalaj – kiedy chwalisz rób to natychmiastowo i konkretnie

-                Podziwiaj

-                Uwaga – uważnie słuchając, cenisz myśli i słowa – cenisz człowieka

TRAKTUJ INNYCH TAK, JAK SAM CHCIAŁBYŚ BYĆ TRAKTOWANY

10:09, concret_a.urbanska
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 lutego 2009
Wychowywanie wspaniałych dzieci

Rodzicielstwo to najtrwalsza relacja – nigdy się nie kończy

Nikt nie rodzi się skutecznym rodzicem, ale możesz zbierać rady, uczyć się.

Kochaj swoje dziecko, akceptuj, wspieraj – w ten sposób przygotujesz je do życia!

Dzieci są bardzo wrażliwe na destruktywna krytykę – cierpią!!! Myślisz, że krytykując je zmobilizujesz, ale obniżasz jego poczucie własnej wartości

PAMIĘTAJ:

§  Nigdy nie stosuj destruktywnej krytyki wobec dziecka

§  Brak miłości – mów dziecku, że je kochasz, inaczej dziecko blokuje się emocjonalnie, to trzyma je przy życiu

Do prawidłowego rozwoju dzieci potrzebują:

§  Nieustannych pochwał i zachęt

§  Bądź pełen miłości i czułości, oraz cierpliwości

4 wspaniałe sposoby, by powiedzieć dziecku, że się je kocha:

§  Twoja miłość musi być bezwarunkowa

§  Kontakt wzrokowy – patrz na dziecko czule

§  Kontakt fizyczny – całuj, przytulaj

Dyscyplina oznacza uczenia, a nie karcenie.

Pytaj dziecko o zdanie – wzmocni to jego poczucie własnej wartości, będą czuły, że ich opinia się liczy.

Powtarzaj dziecku – dasz radę, jesteś cudowny, mądry, kreatywny.

Dostarczaj dzieciom stałych dawek pochwał, mów im, że są dobre.

 Silne emocjonalne dzieci odnoszą sukcesy. Dzieci z wysoką samooceną nie niszczą siebie, swojej osobowości.

Postaw sobie za cel wyeliminowanie destruktywnej krytyki, a także przeproś i poproś o wybaczenie, jeśli kiedykolwiek skrzywdziłeś własne dziecko.

08:44, concret_a.urbanska
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3